Znów...

Wiesz, znów sobie nie radzę. Już było dobrze, cieszyłam się każdym dniem, potrafiłam uśmiechać się bez większego starania i znów jest źle. Dzisiaj powiedział, że już z nią rozmawiał - nie sądziłam, że mnie to aż tak zaboli. Kiedy przestałam się do Niego odzywać i nie utrzymywałam kontaktu wzrokowego zaczął się o mnie martwić, pytać co się stało. Powiedziałam mu... może niepotrzebnie... Ale powiedziałam mu, że Go nadal kocham. W sumie co w tym złego, niech wie, może będzie mu łatwiej zrozumieć to wszystko co się ze mną dzieje. On chce żebym poszła dalej, nie żyła przeszłością - w sumie ja też tego chcę ale nie potrafię. Kiedy przestaję myśleć o bieżącej chwili, czyli o tym co w danym momencie robię, mój mózg rozpoczyna radosną retrospekcję całego naszego wspólnego czasu. Nawet teraz kiedy to piszę widzę nasze odbicie w szybie kiedy byliśmy na pierwszych wspólnych zakupach, widzę nasze szczęśliwe twarze i jego "nie wierzę, nadal nie mogę uwierzyć, że to my"... kolejne wspomnienie i kolejny pieprzony motylek wyrwany siłą z moich trzewi... Boże, tak bardzo mi Go brakuje! Chciałabym by to wszystko to był tylko zły sen, z którego zaraz się obudzę i zobaczę kochane oczy nad sobą a On spyta co mi się śniło, przytuli mocno i pocałuje a ja, mocno w Niego wtulona, znajdę w końcu wytchnienie i radość, której brakuje mi od miesięcy... ale to niestety nie jest sen ...

Komentarze