3 miesiące temu byłeś jeszcze mój ...
Dzisiaj minęły 3 miesiące od naszego rozstania i wiesz, chyba powoli dochodzę do siebie. Nie mogę jeszcze powiedzieć, że jest idealnie i już o Tobie nie myślę ale mogę powiedzieć, że już częściej myślę o Tobie i nie płaczę. Dziwne, prawda? Kiedyś myśląc o Tobie nie potrafiłam przestać się uśmiechać, czułam motylki w brzuchu... Teraz motylków już nie, wszystkie zostały brutalnie wyrwane z moich trzewi, teraz została już tylko pustka. Jedno jest pewne, bardzo się przez te miesiące zmieniłam, wiesz? Nie potrafię się już tak śmiać jak w czasach gdy byliśmy razem, coraz mniej rzeczy mnie raduje, jestem bardziej depresyjna i nerwowa.
To co stało się trzy miesiące temu można porównać do powodzi.
30.03.2016 roku kiedy się rozstaliśmy poczułam się jakby na mój mały, radosny świat, nadciągnęło tsunami. Woda zalała mnie całkowicie, nie potrafiłam złapać tchu, tonęłam. Trwało to kilka dni - czułam, że tonę, widziałam czarną głębie ale wiesz, wcale mnie to nie interesowało, ja chciałam by woda mnie zabrała, nie chciałam by ktokolwiek próbował mnie ratować, nie widziałam sensu życia. Kilka dni później woda opadła, widziałam już, że ludzie do mnie machają. Nie interesowało mnie jednak, że chcą mi pomóc, ignorowałam ich wyciągnięte ręce. Było mi źle ale woda dawała ukojenie.
Po dwóch miesiącach dryfowania pod powierzchnią zaczęłam zauważać, że jestem pod tą wodą sama, wszyscy byli gdzieś na lądzie, szczęśliwi. Czasami widziałam jak zerkają w moją stronę machając na powitanie. Taki stan rzeczy zaczął mi doskwierać, zaczęłam sprawdzać jak można się wydostać. Przez kolejny miesiąc szukałam odpowiedzi na pytanie - czy potrafię, czy warto, po co w ogóle dać się ratować...
Ostatni tydzień był dla mnie przełomowy. Poczułam wewnętrzną potrzebę zmiany, wynurzenia się z głębin w które się zanurzyłam po tsunami. Poszłam na fitness, widziałam się ze znajomymi i zaczęłam robić rzeczy, które mają sens (gapienie się telewizor przez 2 miesiące nie było sensowne). Nie wiem czy to wpływ tego, że nie widziałam Cię przez tydzień czy tego, że minęło już w sumie sporo czasu od naszego rozstania czy też w końcu zauważyłam te wyciągnięte dłonie, które cały czas chciały mi pomóc, a które dopiero zaczynam dostrzegać i z nich korzystać. W sumie nie ważne, ważniejsze jest to że dziś wystawiłam głowę ponad wodę i zaczynam głębiej oddychać. Nawet kiedy dziś poszłam do Ciebie (aka naszego mieszkania) by złożyć Ci życzenia to zarówno idąc do naszego mieszkania, będąc u Ciebie jak i wracając do domu nie płakałam i nawet nie było mi strasznie smutno, byłam pełna nadziei energii.
- - - - -
Moje nastawienie do życia od naszego (zobacz, znów "naszego"... cóż za ironia losu...) rozstania świetnie opisuje ta piosenka.
To co stało się trzy miesiące temu można porównać do powodzi.
30.03.2016 roku kiedy się rozstaliśmy poczułam się jakby na mój mały, radosny świat, nadciągnęło tsunami. Woda zalała mnie całkowicie, nie potrafiłam złapać tchu, tonęłam. Trwało to kilka dni - czułam, że tonę, widziałam czarną głębie ale wiesz, wcale mnie to nie interesowało, ja chciałam by woda mnie zabrała, nie chciałam by ktokolwiek próbował mnie ratować, nie widziałam sensu życia. Kilka dni później woda opadła, widziałam już, że ludzie do mnie machają. Nie interesowało mnie jednak, że chcą mi pomóc, ignorowałam ich wyciągnięte ręce. Było mi źle ale woda dawała ukojenie.
Po dwóch miesiącach dryfowania pod powierzchnią zaczęłam zauważać, że jestem pod tą wodą sama, wszyscy byli gdzieś na lądzie, szczęśliwi. Czasami widziałam jak zerkają w moją stronę machając na powitanie. Taki stan rzeczy zaczął mi doskwierać, zaczęłam sprawdzać jak można się wydostać. Przez kolejny miesiąc szukałam odpowiedzi na pytanie - czy potrafię, czy warto, po co w ogóle dać się ratować...
Ostatni tydzień był dla mnie przełomowy. Poczułam wewnętrzną potrzebę zmiany, wynurzenia się z głębin w które się zanurzyłam po tsunami. Poszłam na fitness, widziałam się ze znajomymi i zaczęłam robić rzeczy, które mają sens (gapienie się telewizor przez 2 miesiące nie było sensowne). Nie wiem czy to wpływ tego, że nie widziałam Cię przez tydzień czy tego, że minęło już w sumie sporo czasu od naszego rozstania czy też w końcu zauważyłam te wyciągnięte dłonie, które cały czas chciały mi pomóc, a które dopiero zaczynam dostrzegać i z nich korzystać. W sumie nie ważne, ważniejsze jest to że dziś wystawiłam głowę ponad wodę i zaczynam głębiej oddychać. Nawet kiedy dziś poszłam do Ciebie (aka naszego mieszkania) by złożyć Ci życzenia to zarówno idąc do naszego mieszkania, będąc u Ciebie jak i wracając do domu nie płakałam i nawet nie było mi strasznie smutno, byłam pełna nadziei energii.
Rzadko to mówię ale wiesz? Jestem z siebie (nareszcie) dumna!
- - - - -
Moje nastawienie do życia od naszego (zobacz, znów "naszego"... cóż za ironia losu...) rozstania świetnie opisuje ta piosenka.
It's not simple to say
That most days I don't recognize me
That these shoes and this apron
That place and its patrons
Have taken more than I gave them
It's not easy to know
I'm not anything like I used be, although it's true
I was never attention's sweet center
I still remember that girl
That most days I don't recognize me
That these shoes and this apron
That place and its patrons
Have taken more than I gave them
It's not easy to know
I'm not anything like I used be, although it's true
I was never attention's sweet center
I still remember that girl
She's imperfect, but she tries
She is good, but she lies
She is hard on herself
She is broken and won't ask for help
She is messy, but she's kind
She is lonely most of the time
She is all of this mixed up and baked in a beautiful pie
She is gone, but she used to be mine
She is good, but she lies
She is hard on herself
She is broken and won't ask for help
She is messy, but she's kind
She is lonely most of the time
She is all of this mixed up and baked in a beautiful pie
She is gone, but she used to be mine
It's not what I asked for
Sometimes life just slips in through a back door
And carves out a person and makes you believe it's all true
And now I've got you
And you're not what I asked for
If I'm honest, I know I would give it all back
For a chance to start over and rewrite an ending or two
For the girl that I knew
Sometimes life just slips in through a back door
And carves out a person and makes you believe it's all true
And now I've got you
And you're not what I asked for
If I'm honest, I know I would give it all back
For a chance to start over and rewrite an ending or two
For the girl that I knew
Who'll be reckless, just enough
Who'll get hurt, but who learns how to toughen up
When she's bruised and gets used by a man who can't love
And then she'll get stuck
And be scared of the life that's inside her
Growing stronger each day 'til it finally reminds her
To fight just a little, to bring back the fire in her eyes
That's been gone, but used to be mine
Used to be mine
Who'll get hurt, but who learns how to toughen up
When she's bruised and gets used by a man who can't love
And then she'll get stuck
And be scared of the life that's inside her
Growing stronger each day 'til it finally reminds her
To fight just a little, to bring back the fire in her eyes
That's been gone, but used to be mine
Used to be mine
She is messy, but she's kind
She is lonely most of the time
She is all of this mixed up and baked in a beautiful pie
She is gone, but she used to be mine
She is lonely most of the time
She is all of this mixed up and baked in a beautiful pie
She is gone, but she used to be mine
Komentarze
Prześlij komentarz